Witajcie z powrotem! Strasznie, strasznie, straaasznie Was przepraszam, że tyle mnie tutaj nie było. Niedawno odzyskałam komputer (dziękuję serdecznie Panu Informatykowi, za tak szybki refleks -,-). Mam nadzieję, że zrozumiecie powód mojej nieobecności. Mój początek tutaj nie był zbyt udany, ale ja i tak się cieszę, uważam, że jak na kilka postów miałam dobrych, paru czytelników. A potem zniknęłam. Teraz moim celem jest odzyskać starych czytelników i pozyskać nowych :)
Nie wiem jak u Was, ale do mnie nie dociera jeszcze, że to już październik. Uczyć nie chce mi się totalnie, oceny lecą w dół, a egzamin sam się nie napisze. Ale jeszcze przez październik sobie odpocznę :)
Patrząc za okno myślę "trochę się pozmieniało". Nie widzę już tętniących życiem zielonych drzew ani błękitno-niebieskiego nieba. Teraz wszytko pokryła czerwień, żółć i pomarańcz. Mimo, że czerwony należy do moich ulubionych kolorów, to tej pory roku szczerze nienawidzę. Kontrastuje ona z moimi życiowymi pogladami- dobija i zasmuca mnie.
Tak było w moim przypadku od milionów lat. Nienawidziłam jesieni. Jednak, że w tym roku dużo postanowiłam zmeinić, postanowiłam obalić i tę teorię. Nie wiem jak Wy, ale u mnie samopoczucie w dużej mierze zależy od tego w co jestem ubrana. Powierzchowne myślenie- tak mogą sądzić niektórzy, ale dla mnie moda to nie tylko codzienne dylematy co włożyć na siebie. Dla mnie to sztuka. Zależy nie tylko od pogody, ale od samopoczucia, emocji, humoru i tego co chcemy wyrażać sobą danego dnia. Nie wyobrażam sobie wieczoru bez eksperymentowania w szafie. Jednak czasem dzięki Kochanej Pani od Chemii, muszę odpuścić sobie jedyną przyjemność w dniu.
Jesień zawsze była dla mnie katorgą- nieustanne deszcze, i dreszcze z zimna. Jestem strasznym zmarzluchem. Dlatego postanowiłam sobie kupić ładny płaszczyk, buty, szaliczek i czapkę, które będą chroniły mnie przez zimnym światem. Wiadomo- nie będę chodziła w tym ślicznym zestawie po domu, dlatego muszę wyjść na dwór. Idąc ładnie ubraną, czuję się lepiej i od razu widzę świat w innych barwach.
U mnie działa to na tej podstawie. Ale to nie o to chodzi, że chcę Wam pokazać, że to od tego jak wyglądacie, w co jesteście ubrani zalezy wasze spojrzenie na świat. Chodzi o to, że w moim przypadku moda pozwala mi polubić panującą sytuację, a u Was może być to cokolwiek, co lubicie. Wystarczy pomyśleć co jest waszym hobby, co codziennie sprawia, że chce Wam się żyć. Oo dodam jeszcze, że codzinnie rano gdy wstaję na rozbudzenie słucham muzyki. Ciekawie jest szykować się do szkoły gdy za oknem ciemno. Na mnie nic nie działa tak jak rock i metal. Ot co kocham najbardziej oprócz mody. Mnie naładowywuje
The Offspring- The Meaning of Life.
PS Przełamcie swoje nawyki, które sprawiają, że jesteście źli, smutni czy przygnebieni. Po co Nam to?Nic to nie wnosi do naszego życia. Jak teraz uformujemy sobie poglądy na świat, to będzie nam potem łatwiej żyć.
Dobra, ja uciekam uczyć się francuskiego. Ah, tęskniłam za tym <3
Bonne nuit mon cheries! :**
Claire